Legenda o Skarbniku

skrypty, bajki, scenariusze na życie.
Psychoanaliza skryptów Bruna Bettelheima i analiza skryptów Erica Berne'a

Legenda o Skarbniku

Postautor: Sławomir » 2008-12-01, 12:28

Aby poznać jak systemowo analizuje się skrypty kliknij: Praktyka pracy ze skryptami
-------------------------------------------------------------

Mężczyzna na pytanie o swoją bajkę z dzieciństwa napisał:

"Co do mnie to mojej bajki nie znalazłem. Mam już swoje lata tak że zbytnio nie pamiętam bajek z dzieciństwa. Ale wiem że taka ulubiona opowieść przeze mnie była jako ze mieszkam na Śląsku i moja rodzina a teraz i ja była związana z górnictwem bajka o skarbniku jak to górnikom pomagał. Teraz proszę zanalizuj jakie to wielkie mordy i bezeceństwa były w mojej rodzinie tak że tą bajkę lubię. Napisz śmiało na forum.
P.s. Podoba mi się też bajka Shrek, Madagaskar (piosenka wyginam ciało śmiało jest The Best) Epoka lodowcowa (wiewiór ma super przygody) A z tych nowszych to wall-e.
Teraz się aż boję że Hitler i Stalin przy mojej rodzinie to pikuś ale przeanalizuj to śmiało.Chętnie poczytam
"

odpisałem:
"Z tym Hitlerem i Stalinem, to poszedłeś po bandzie...

nie znam tej legendy, więc wrzuciłem w net, poczytałem.

zakładam, że to ta legenda.
Przeczytaj uważnie ostatnie akapity tej legendy, gdzie jest opis Skarbnika. Jego emocji i uczuć.
Porównaj ze sobą.

Zadaj sobie pytania:
- dlaczego Skarbnik stał się odludkiem? Stracił radość życia?
- dlaczego Skarbnik nie ma imienia? A Ty masz nick "pan nikt"
- kto z Twojej rodziny "zniknął" - nie ma go. Policz dziadka, jego braci, wujów. Chodzi o tego, którego nikt nie pamięta (tylko Ty nieświadomie)
- komu chcesz pomóc jak Skarbnik? Dla Skarbnika górnicy, to młodsi bracia.

Poczuj, na ile masz życie jak on. Może miałeś też ukochaną i ją straciłeś?
Często ludzie zachowują się tak, jakby komuś ze swoich przodków mówili "jestem taki jak Ty - też mam ciężki los".

Ja nie twierdzę, że masz schizofrenię. To Ty tak sądzisz (kto to przesądził?).
Masz objawy/symptomy Skarbnika. Identyfikujesz się z nim, reprezentujesz go w rodzinie.

Więcej możesz się dowiedzieć w rodzinie. Ja mógłbym więcej powiedzieć, gdybym to ustawił.


Pan Nikt odpisał:
"Zaintrygowała mnie Twoja analiza.
Przyznaję jestem pod wrażeniem. Co prawda też nie znalazłem o dziwo zbyt wiele o skarbniku w internecie a ten link na stronie jakoś mi się nie otwiera. Ale co nieco znalazłem. Cieszy mnie fakt że z tej analizy nie wynika jakaś rodzinna tragedia czy tajemnica.A co do samej analizy to zwracam honor i przyznaję następujące racje z tego co jestem w stanie sobie jakoś uświadomić.
Mam w rodzinie zapomnianego krewnego (brat mojego dziadka zginął chyba na wojnie a był kawalerem tak że nikt go już właściwie nie pamięta)(ponoć przywiózł z wojny jakieś skarby i je zakopał i nikt ich nie odnalazł)
Odkąd pamiętam zawsze byłem odludkiem (koledzy mówili że jestem jak kot i chodzę swoimi drogami)
Życie mnie już nie cieszy. Straciło smak i kolory.
Straciłem kogoś kogo bardzo kochałem i kto był cenniejszy od mojego własnego życia.
Potrafię pracować i funkcjonować bez narzekania w bardzo poważnych przeciążeniach własnego organizmu. W pracy jestem powszechnie lubianym i szanowanym pracownikiem gdyż nie dość że jestem pracowity to jeszcze jestem skory do pomocy innym a często pilnie baczę nad ich bezpieczeństwem.
W ogóle jestem dość uczynny jeśli chodzi o innych ludzi.Lubię pomagać.
I na koniec jestem ostatnim męskim potomkiem z mojej rodziny.
Po mojej śmierci mój ród wygaśnie a jestem bezdzietnym kawalerem i już raczej chcę być w życiu sam.
Tak że coś w tym wszystkim jest choć nie wiem co.
Wiem że schizofrenia jest u mnie w rodzinie od 3 pokoleń co najmniej i mam nadzieję że na mnie się skończy. (o dziwo zachorowałem gdy byłem z kimś w związku, gdy jestem sam zdrowieję) choć o niczym tak nie marzę jak o tym by z kimś być.
To tyle."


może ciąg dalszy procesu nastąpi... :)

ps
komentarz dla zaawansowanych:
Zauważcie słowo "ale" w pierwszej wypowiedzi klienta.
Obserwacja - liczy się to co jest po słowie "ale"...
Ostatnio edytowano 2011-10-10, 12:19 przez Sławomir, łącznie edytowano 2 razy
Sławomir
 
Posty: 787
Rejestracja: 2008-07-01, 18:02
Lokalizacja: Poznań

Legenda o Skarbniku - treść

Postautor: Sławomir » 2008-12-01, 14:28

Legenda o skarbniku
- legenda Śląska -
red. Krzysztof Braun

Zawsze tu w tym miejscu gdzie można wygodnie usiąść, tu pod ziemia opowiada się historie, o których wszyscy już chyba słyszeli, bo który z was nie słyszał o skarbniku - Skarbku kopalni pilnującym podziemnych skarbów, o skrzatach solnych- despotkach pomagającym górnikom w ciężkiej pracy, w końcu o górnikach i ich pracy, o marzeniach, snach, o wydarzeniach, które tu pod ziemia były tu się wydarzyły, mówi się o historii, legendach, o ludziach i ich życiu... A ja chciałbym wam opowiedzieć o tym, o czym nikt tu jeszcze nie mówił, nie opowiadał a może tak mnie się tylko zdawało.

Historia ta jednak też związana jest z kopalnia, a może i nie tylko. Bardzo daleko stad, a może zupełnie blisko, bardzo dawno temu a może zupełnie niedawno, może wczoraj, gdzieś kiedyś, wydarzyła się no właśnie bajka to nie bajka, legenda czy historia prawdziwa a może samo życie a było to tak.....

Tu pod ziemia, wędrując po kopalni w różnych miejscach można było często spotkać człowieka, który siedząc najczęściej w przyciemnionym kacie, ściszonym, wolnym, barwnym głosem, opowiadał historie, baśnie i legendy, a wokół zbierali się ludzie i słuchali jak mówił, a mówił pięknie. Opowiadał o dawnych czasach, odległych krainach, bogatych królestwach i pięknych księżniczkach, o królewiczach i dworzanach, o tym, co było i co się zdarzyło, i o tym, co zdarzyć mogło. Mówił o życiu, radości i smutku, o słońcu, deszczu i burzy, padającym śniegu i wzburzonym morzu, właściwie o wszystkim, a były to tak ciekawe opowieści, że nikt ze słuchaczy nie chciał opuścić ani słowa, wszyscy słuchali go z uwaga ciekawi dalszej części opowieści.

Pewnego razu wśród tłumu słuchających dostrzegł mała, drobna, krucha postać, wpatrzona w niego i słuchająca tych opowieści. Była to postać dziewczyny, skromna jakby skulona gdzieś w kąciku pod ściana, cicha jak myszka, ale i piękna, pogodna, radosna na jej twarzy malowały się obrazy, doznania, uczucia, o których opowiadał, a oczy świeciły blaskiem, postać emanowała ciepłem, spokojem, światłem, dobrocią. Człowiek ów nie przestając mówić wpatrywał się w nią przez długa chwile, kiedy skończył, zamilkł a ludzie w skupieniu, rozważając jego słowa rozeszli się w milczeniu.

Następnego dnia znów zauważył postać dziewczyny podobno właśnie tu przy tym ołtarzu, przycupnięta, słuchająca jego opowieści w milczeniu jakby nieobecna a jednak wyróżniała się z tłumu ludzi słuchających, a było czego słuchać. Kiedy opowiadał jego słowa zamieniały się w obrazy, wszystkim przed oczami pojawiały się postacie, miejsca, zdarzenia, o których opowiadał.

Kiedy mówił o padającym deszczu to czuło się krople spadające na skronie, stukające o bruk, chciało się włożyć palto, rozłożyć parasol, gdy opowiadał o słońcu to robiło się ciepło, gorąco, na policzkach pojawiały się rumieńce, kiedy zaś opowiadał o wichrach, tornadach to włosy same układały się jakby uderzane jego podmuchami, a po plecach przechodziły dreszcze. Mówił o dalekich krajach pięknych, kolorowych, bogatych królestwach, ciekawych przygodach wydarzeniach i o zwykłych ludziach szarych ludziach ich troskach, kłopotach, przeżyciach. Opowiadał o radości, przyjaźni, miłości, ale i o problemach, bólu, cierpieniu, goryczy. Tu pod ziemia opowiadał o pracy górników, o ich zwykłym szarym, ale jakże ciekawym, barwnym mimo ciemności życiu, kiedy czuło się ich obecność, słyszało kroki, nawoływania, okrzyki czy jęki, kiedy gdzieś w oddali słychać było stukot kopyt końskich, dźwięki toczących się bałwanów solnych, czy jadących wózków. To wszystko było tak realne jakby działo się tu i teraz. Ludzie trzask palących się pochodni, a obrazy, jakie pojawiały się przed ich oczami mieniły się wszystkimi kolorami tęczy, a to tańczące na ścianach ognie pochodni, tańcem pełnym wdzięku, radości taktu i rytmu, widzieli jak płomienie przeglądają się w kryształach soli mieniąc się wszystkimi kolorami, barwami i odcieniami tęczy, czy też najróżniejsze odcienie czerni, ukryte w ścianach soli, chodnikach i komorach solnych.

Słuchający go ludzie to się śmiali, gdy opowiadał wesołe historie a przy smutnych w oku kręciła nie jedna się łza. Dlaczego? Wszyscy mówili ustami on opowiadał sercem, nie mówił o tym, co wszyscy widzieli wokół na własne oczy, ale o uczuciach, które w sercu każdego gdzieś na dnie były głęboko schowane i te słowa też zapadały głęboko w serce. Słowa, które mówił nie tyle się słyszało, ale bardzo głęboko odczuwało. Był bardzo samotnym człowiekiem, choć zawsze wokół niego zbierali się ludzie i właśnie w tych opowieściach odnajdywał radość, przyjaciół, siebie. Każda postać, o której mówił to ktoś bliski, serdeczny, ktoś, w kim była cząstka jego samego. Każdej postaci oddawał cześć siebie.

Tak mijały dni a ludzie zauważyli, że zawsze, gdy opowiadał to gdzieś na boku, w kąciku najczęściej siedziała mała, zgrabna, smukła postać, postać wsłuchanej w jego głos ślicznej dziewczyny, a i on mówił patrząc na nią jakby właśnie dla niej snuł swoje historie, opowieści. Czasem zdawało się, że ona jest jedynym słuchaczem tego, co mówił.

Wreszcie pewnego dnia spotkały się ich spojrzenia, spojrzeli sobie głęboko w oczy a było w nich tyle, ciepła, pogody, tęsknoty i uczucia, że nie mogły się rozstać. Spotkały się dwie dusze pragnące ciepła, ciszy, miłości, obie chyba bardzo samotne, choć wokół tyle ludzi.
Tak pojawiło się cos wielkiego, tak wielkiego, że trudno było nad tym zapanować, nawet nie umieli tego nazwać. Spotykali się bardzo często, spędzali razem dużo czasu, a nawet, jeśli nie byli obok siebie to zawsze ona była przy nim, a on przy niej, najczęściej on opowiadał a ona jak zwykle gdzieś z boku słuchała jego opowieści. Bardzo zbliżyli się do siebie, bardzo pragnęli swojej obecności, bliskości.

Kiedy byli razem czas dla nich stawał w miejscu, a świat na zewnątrz nie istniał, byli tylko oni jedno dla drugiego, stanowili jedna postać, jedno istnienie, jedna myśl. Mijały dni, tygodnie, miesiące a to, co ich łączyło było ponad wszystko, i oni słonce, ani deszcz, ani noc ani dzień nie mógł ich rozłączyć, ale w życiu każdego są dobre i złe chwile i jemu temu prostemu człowiekowi też przydarzyły się te złe, dopadły go problemy, posmutniał, opuścił nisko głowę wpatrzony w ziemie, cierpiał a słowa w jego ustach straciły barwę, blask, siłę.

Ludzie szybko spostrzegli, że dzieje się z nim cos niedobrego, jest cos nie tak, jego opowiadania straciły to, co było najwartościowsze, słowa straciły dusze. W oczach człowieka pojawił się strach, na twarzy malował smutek i ból. A pogoda i radość gdzieś odeszły. To było widać i to się czuło, że szuka prosi błaga o pomoc, ale nikt ze słuchających nie chciał mu podać ręki, pomóc a i słuchaczy było coraz mniej, bo stracił ten dar opowiadania sercem, dusza, nie, nie stracił oddał go osobie, która bardzo, bardzo mocno pokochał, której oddał ofiarował wszystko, siebie, swoje życie, radości i smutki, właśnie tej przycupniętej gdzieś przy ścianie postaci, dla której biło jego serce, dla której oddał, zaprzedał dusze. A ona no cóż przestraszyła się tego, co było wokół niego, tego smutku, bólu, goryczy prozy życia, nie chciała tego z nim dzielić.

Dobrze było o tym słuchać, czasem uronić łzę, kiedy opowiadał, a kiedy kończył wystarczyło otrzeć łzy i można było o smutku zapomnieć. Niestety w życiu jest inaczej i wszystko bardziej boli, bardziej się czuje. Przestraszyła się tego i uciekła nie chciała, może nie umiała dzielić tego z nim, pragnęła radości życia a nie smutku, który go otaczał, snuł się za nim cieniem i przygnębiał tak do końca. Nie potrafiła zrozumieć docenić zobaczyć w nim człowieka, widziała tylko oczami wyobraźni to, o czym opowiadał. Kiedy czar opowieści prysł, kiedy oddał ten dar mówienia sercem również i skończyło umarło w niej to, co ciągnęło ją w jego stronę?

Został sam, ze swoim bólem, rozdartym sercem, żalem do całego świata i ludzi, bo i ludzie się od niego odwrócili, przestali słuchać jego opowieści, nie potrafił już opowiadać, mówić tak pięknie, w jego słowach brzmiał tylko smutek, żal tęsknota, nie potrafił odnaleźć tego, co odeszło razem z jego największym skarbem, aniołem, jego całym życiem, z tym, co dawało mu siły, chęć do tego, aby chciało się chcieć. Czuł, że ktoś, kto był wszystkim, dla kogo żył, i chciał żyć, dla kogo ofiarował siebie tak do końca, bardzo go zawiódł, okłamał, oszukał w jakiś tam sposób nawet zdradził.

Podeptał wszystko, co złożył u jego stóp, to było straszne i przygnębiło go do końca, samotność, bezradność i to, że odeszła, zawiodła go osoba, której ofiarował, oddał wszystko, wszystko jej poświęcił. A ta skromna, pogodna, ciepła istota, zapatrzona w niego, kiedy dopadły go koszmary zrobiła cos, co chyba nikt nie potrafi zrozumieć wyparła się go, przed całym światem, nawet przed sama sobą. I choć tak wiele mu zawdzięczała to nie potrafiła nigdy docenić tego, co dla niej zrobił, oddał, a nawet poświęcił. Ów samotny, zmęczony, zrujnowany człowiek jednak mimo to bardzo ja kochał, kochał tak jak nigdy dotąd nikogo. Dlaczego?

Bo tak chyba jest, kiedy spotyka się ta jedyna w życiu osobę, a może siebie samego w innym człowieku. Uciekł od ludzi, od samego siebie, nie potrafił już żyć, tak jak nie można żyć bez jedzenie, picia, oddychania tak on nie potrafił żyć bez tego skarbu, jaki miał i jaki odszedł, zgina, skarbu, jakim była ona. Stronił od ludzi, i siebie samego, bał się wszystkiego i wszystkich, chował się przed całym światem i czasem tylko gdzieś w ciemnym zakątku na uboczu, kiedy się dobrze wpatrzeć można było dostrzec skulona postać, która cichym smutnym, głosem powtarzała ciągle:
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego???

Czy to bajka, legenda, historia prawdziwa? No cóż są tacy, którzy mówią - to nieprawda tego nigdy nie było, inni a może jednak może tak się zdarzyło? Są tacy, którzy przy tym byli miód i wino pili i pewnie nie uwierzycie, ale są ci, którzy to przeżyli. Czasem, kiedy nocą zapada cisza, kiedy gasną światła tam na komorze „ważyn" można jeszcze usłyszeć w zupełnej ciszy jak sól opowiada te historie, ale częściej słychać odbijający się od ścian głuchym echem stłumiony cichy, smutny, głos, powtarzający tylko:
Dlaczego? Dlaczego?? Dlaczego???
Sławomir
 
Posty: 787
Rejestracja: 2008-07-01, 18:02
Lokalizacja: Poznań


Wróć do Systemowa analiza skryptów

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron