Strona Główna
Strona Główna


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Administrator
2010-08-19, 12:29
wewnętrzna instancja
Autor Wiadomość
Ania11

Posty: 151
Wysłany: 2010-05-27, 03:07   wewnętrzna instancja

" Jako terapeuta ...mogę się daleko posuwać, jeśli druga osoba nie przyjmuje tego, co mówię, bezkrytycznie, lecz sprawdza to i odważa za pomocą własnej, wewnętrznej instancji. Wtedy powstaje dialog między dwiema równoważnymi osobami."
B. Hellinger,
"Terapia systemowa Berta Hellingera" pod redakcją Guntharda Webera, GWP.

Ustawiający chyba uwierzyli, że tylko oni ją mają.
 
     
Sławomir 

Posty: 732
Skąd: Poznań
Wysłany: 2010-05-27, 06:33   granica

Bert Hellinger

Kontrola
Miałem w Waszyngtonie seminarium superwizyjne, podczas którego jedna z uczestniczek, terapeutka, chciała opowiedzieć o pewnej klientce, ponieważ w jej rodzinie było dużo przemocy a ona sama pełna była agresji. Zapytałem ją: „Dlaczego ona przyszła do ciebie?” Terapeutka odpowiedziała; „Miała bóle w ręce”. Zapytałem: „Byłaś w stanie jej w tym pomóc?”. Odpowiedziała: „tak, bóle wkrótce ustały”. Zapytałem: „Dlaczego ciągle jeszcze do ciebie przychodzi?“ Terapeutka powiedziała: „Potem ujawniły się jeszcze inne sprawy z jej rodziny“ Zapytałem ją: „Jak długo już ta klientka do ciebie przychodzi ?“ Ona odpowiedziała: „Trzynaście lat”.

Powiedziałem terapeutce: „ Klientka ma już pełna kontrolę nad tobą”. Tak to jest w przeniesieniu i przeniesieniu zwrotnym, zwłaszcza wtedy kiedy klient przedstawia siebie jako słabą, biedną ofiarę. Wtedy terapeuta wzbrania się przed takim postępowaniem i zachowywaniem, które uwolniłoby biedną ptaszynę i pozwoliłoby jej żyć samodzielnie.

Złożyłem terapeutce pewną praktyczną propozycję, w jaki sposób znów będzie w stanie odzyskać kontrolę. Klient, który zyskał kontrolę nad terapeutą powoduje w nim pewne określone uczucie, mianowicie złość. Sztuką i rozwiązaniem byłoby w tym wypadku zachowywanie się w taki sposób, aby złość która jest odczuwana przez terapeutę została też odczuta przez klienta. Tam, gdzie się to udaje, zyskuje się ponownie kontrolę i udaje się klientowi i terapeucie ze sobą rozstać.

Zapytałem uczestniczkę: „Ustaliłaś z nią nowy termin?” „Tak” odpowiedziała terapeutka „w następnym tygodniu”. Zaproponowałem zatem: „ Zadzwoń do niej dzień przed umówionym terminem i powiedz, że coś ci wypadło. Ustal wtedy następny termin, a w dzień waszego spotkania zaplanuj coś zupełnie innego i nie informuj jej o tym. Kiedy zacznie czynić ci zarzuty, przeproś i ponownie wybierz następny termin. Nie dopuść jednak, aby i ten doszedł do skutku. Rób to tak długo, aż ona się z tobą rozstanie. Wtedy odzyskasz znów kontrolę i poczujesz się dobrze i odzyskasz wolność. Jej zaś pozwolisz wrócić do własnej samodzielności i uzdrowisz ją od jej przeniesienia.
 
     
Ania11

Posty: 151
Wysłany: 2010-05-27, 11:20   

Co to ma wspólnego z moją wewnętrzną instancją?
Nie moja wina, że terapeutka ze swojej tak długo nie korzystała.
Ja ze swojej korzystać zamierzam.
 
     
Ania11

Posty: 151
Wysłany: 2010-05-29, 01:19   

Przeczytałam uważniej tę historię i uznałam, że jest fascynująca.

Pomyślałam, że mniej jest ważne, dlaczego klientka wciąż przychodzi, ale dlaczego terapeutka wciąż ją przyjmuje. Jakie są kierujące nią powody. Przecież terapeutka zwracała się do Hellingera, bo to był dla niej kłopot, te wizyty, nie dla klientki.

A Hellinger nie zapytał o jej uczucia, motywy postępowania w tej sytuacji. A to właśnie one sprawiały, że terapeutka w tej sytuacji uczestniczyła. Przecież nie klientka! Pistoletu jej przez trzynaście lat nie przystawiała do głowy! To nie klientka kontrolowała terapeutkę, tylko te uczucia i motywy.

Jeśli terapeutka posłuchała Hellingera, to pozostanie nieświadoma powodujących nią uczuć. A one razem z klientką nie znikną. Wg mnie w tej sytuacji Hellinger doradził terapeutce, jak uciec przed samą sobą, przed refleksją i poznawaniem siebie.

To chyba nie była zbyt kompetentna terapeutka, skoro przyjmowała kogoś przez tyle lat i sama nie wiedziała, czemu to robi. Ale nawet w takim przypadku mogła zachować się z klasą, zadzwonić i powiedzieć, że zdecydowała, ze nie podejmie się dalszego prowadzenia terapii.
Myślę, że ma prawo tak postąpić, nie ma obowiązku umieć pracować z każdym. Ale sądzę również, że przyjrzenie się, co jej w tym przeszkadza, mogłoby przynieść jej korzyść.

Mogła powiedzieć otwarcie, z jakiego powodu podjęła taką decyzję.
Czy dlatego, że wg niej terapia już nie jest potrzebna.
Czy dlatego, że wyczerpała już arsenał dostępnych sobie metod pomocy.
Czy wreszcie dlatego, jak w tej właśnie sytuacji, że z przyczyn leżących po swojej stronie nie może w dalszym ciągu z nią pracować.
Wtedy klientka, po pierwsze, zostałaby potraktowana kulturalnie, a po drugie dysponowałaby konkretną informacją na temat swojego stanu. Udzielenie tej informacji należy chyba do etyki postępowania każdego psychologa i lekarza.

Poszerzenie swojego repertuaru zachowań wobec klienta o tę propozycję Berta nie pomoże tej terapeutce stać się bardziej profesjonalną - wg mnie. Jeśli przyjdą do niej inni klienci, podobni do tej odesłanej, znów poprowadzi rozwlekłą terapię. Albo w ogóle się nie podejmie. Jednak zorganizuje to w dość uciążliwy dla siebie sposób. Mnie by się nie chciało urządzać co rusz takich podchodów. To niepraktyczne.
Dziecinada, po prostu.
 
     
Ania11

Posty: 151
Wysłany: 2010-07-22, 09:50   

Sławomirze, jesteś takim zagorzałym przeciwnikiem gier. Czytając Twoje posty, można odnieść wrażenie, że na całym świecie nie istnieją już inne relacje, tylko gry, które należy wytrzebić. (Zaczynam obawiać się, czy Ty w ogóle zakładasz możliwość istnienia czegoś, co nie jest grą.)

Wydaje mi się, że z taką postawą łatwo dopatrzyć się gry wszędzie - i przeoczyć ją tam, gdzie rzeczywiście jest. Dla mnie zalecenie Berta z podanego przez Ciebie cytatu to nic innego, jak instrukcja, jak pogrywać z ludźmi.

Przykład postępowania bez honoru, recepta, jak zrobić z siebie błazna.
Nie znajduję cywilizowanych słów dla opisania zachowania, podsuwanego tej zagubionej terapeutce. Robić z siebie ofiarę klientki to, przepraszam za dosadność mojego wyrażenia, głupkowate.
Dzieci w przedszkolu zachowują wobec siebie większą powagę.

Widocznie mój "chłopski rozum" nie ogarnia tak wysublimowanych zachowań.


Myślę, że porażką terapeuty nie jest błąd w terapii, o ile zostanie skorygowany, lecz postępowanie, wskutek którego pozostanie się z uczuciem, że "straciło się" tego człowieka, który przyszedł do nas na terapię.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 10